Najpierw zostanie sprawdzone czy podobne pytanie nie zostało już zadane.
Najpierw wspomnienie Dziewczyny.
5 marca 2007.. Godzina 9.55.
Mam już dziecko. Córka mierzy całe 52 centymetry i waży 3333. Jestem najszczęśliwszym gościem na świecie. Patrzę na moje cudo, myślę czy dam radę. Potem zastanawiam się czemu córka jest taka żółta. :D
Po trzech dniach jesteśmy w domu. Cieszę się.. Ale zaczyna się bardzo trudny okres w moim życiu. Przewijanie, kąpanie , karmienie to pikuś. Najgorzej nieprzespane noce. Nie wiem co się dzieje, czemu tak jest. Po 6 tygodniach, na same świeta wielkanocne córka ląduje w szpitalu na zapalenie płuc. Ryczę jak bóbr. Dwa tygodnie w Łęczycy. Szok.. Choroby mnie dobijają. Pierwszy rok - okropny. Myślę, czemu ja nie daję rady. Umiem wszystko a córka płacze, choruje. Tony leków. Potem zęby. Wrrrr....
A potem coraz lepiej. Córa chodzi , zaczyna mowić. Śpi lepiej.
Dziś mam w domu wspaniałą 4 latkę. DAŁEM SOBIE RADĘ.
Jestem ciekawy, jakie były Wasze początki macierzyństwa? Z górki, czy pod górkę? Jak sobie radziłyście, radzicie? Macie pomoc od rodziny?
Nie bez kozery zadałem to pytanie. Przepraszam.....
Ale dziś moja córka o 9.55 kończy 4 latka. Zleciało i tak mnie wzięło na wspominki.
Pozdrawiam wszystkie Panie.
moja pierwsza ciaza byla upragniona pomimo ze mialam tylko 17 lat ale bog nie dal mi jej donosic do konca i moja najstarsza corka urodzila sie w 29 tygodniu wazac zaledwie 1kg. 8 miesiecy w klinice i dwie operacje myslam ze juz nie dam rady ale dzieki mojemu mezowi wszystlo przeszlismy razem .corka niestety byla chora jak sie urodzila miala krwawienia 4 stopnia na mozgu z czego doszlo do wodoglowia.po wyjsciu ze szpitala corki mieslismy dluga droge przed nami a wiecej przedemna bo maz musial pracowac by zrobic na lekarstwa dla corki bylo nam ciecko nie raz siedzialm i ryczalam ze juz nia dam rady i wtedy patrzylam na moja corcie i wszystko odchodzilo .przez pierwsze 4 lata bylo naprawde ciezko ale dalm rady i udalo sie przebranc przez to wszystko maz jak tylko mogl tak nas wspieral .dzis moja corka ma 13 lat i jest zdrowa silna dziewczyna nie pomijajac tego ze nadla jest chora ale lekarze ja przekreslali mowiac mi ze nie bedzie chodzic ani mowic ze bedzie warzywem ale ja sie nie poddalam i dzies jest tego widok jak moja cora jest .
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
6 marca 2011 ania0719814 napisała:wiem ja mialam nie raz tak samo ,nie raz mi siel brakowalo na wszystko bo mieszkalismy z dziadkiem meza w jego domu i pracy bylo od mnoga ale dalam rady .trzeba wierzyc w siebie tak jak to Mirra napisala bo inaczej sie nie da.:)))))))))
7 marca 2011 kamileczkaa napisała:No na prawdę życie dało Ci w kość i to w tak młodym wieku!
podziwiam i pozdrawiam:)
Macierzyństwo!!! to wielkie słowo wielkie wyzwanie. zostałam mamą 23 grudnia 2009 roku. o północy odeszły mi wody i o 4 rano było by po porodzie gdyby....
no właśnie gdyby mojemu synkowi w trakcie buli partych i całej akcji porodowej nie zachciało się kopać. tak zaczął kopać i sie wiercić że prawie pionowo stanął w moim brzuszku główka zaczęła się obracać znów do góry tętno zanikać więc cesarka. a że synek duży i tak się poprzekręcał niestety byłam cięta pionowo. no ale to wszystko nic. cieszyłam sie o 5 rano wyjęli synka nie widziałam go musieli mnie uspać całkowicie bo z racji skurczy i akcji porodowej nie mogli ryzykować w kręgosłup więc dziecko widziałam po 24h dopiero. po powrocie do domku wszystko było oki trochu mało pokarmu ale dostawiałam co 15-30 minut żeby tylko karmić. aż po trzech tygodniach się zaczęło. szwy się nie rozpuściły zaczęło wszystko ropieć zrobiła się dziura w brzuchu najpierw jedna potem druga myslałam że mi brzuch ba pół pęknie. w dodatku był wielki więc ciężar. ból niesamowity. nie chciałam antybiotyku tabletek bo chciałam karmić. nie wytrzymywałam z bólu mama pomagała mi kąpać chociaż się upierałam że chcę sama. w końcu nie dałam radę płakałam z bólu dziecko to wyczuwało nie chciało cyca pokarm zanikał bo byłam zdenerwowana. pojechałam raz potem drugi na zdjęcie ropy na żywca mi wygniatano sikałam z bólu (może to śmieszne ale serio niesamowity ból) ja nadal uparcie że nie chcę antybiotyku ale się nie dało musiałam dostać na zagojenie i żeby kolejnej infekcji nie było. co prawda do miejscowo bezpośrednio 4 ukłucia prosto w ranę w tą dziurę z każdej strony, nie dałam radę musiałam przeciwbólowe środki dostać synek coraz bardziej płakał bo głodny musiałam przejść całkiem na mleko modyfikowane jeszcze bardziej płakałam miałam doła że nie mogę karmić. co ze mnie za matka najpierw nie urodziłam naturalnie teraz nie karmię krytykowałam się, ale pomógł mi mąż (mało który by to wytrzymał) i mama-rodzice (bo z nimi mieszkamy.
Teraz synek ma ponad 14 miesięcy nie chce spać ogólnie wiecznie z tym problemy miał łazi w nocy budzi się ani raz nie przespał całej nocy jeszcze ale kiedy tylko nie choruje ( a chorował trochu co też mnie dobijało) jestem wdzięczna za każdy dzień. od niedawna wiem że znów będę mamą cieszymy się ogromnie z mężem chociaż boję się tej cesarki a raczej tego co będzie po. mam nadzieję że jednak siła (kobiety są silne) jaką daje mi synek i mąż pomogą przetrwać. Dziekuję za ten temat.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Hmmm.. sam początek pierwszej ciąży była straszny :( Zero akceptacji ze strony rodziców, wieczne awantury i w końcu postawienie przed wyborem - rodzice albo partner (teraz już mąż:) ) Wybrałam jego:)) Wiązało się to z wyjazdem do innego miasta i zamieszkaniem z Teściową. Zważając na to iż miałam 19 lat był to dla mnie totalny kosmos. Jakby nie działo się na prawdę. Potem ślub cywilny na którym nie było moich rodziców (kościelny wzięliśmy jak udało nam się "pogodzić" z rodzicami ).Mało tego ciągle wymiotowałam, nie mogłam jeść, wciąż spałam i źle się czułam. Masakra. Przetrwałam to wszystko dzięki mężowi i ukochanej Teściowej (tak , Teściowa może być ukochana ;) ) Z tego że będziemy mieli dzidziusia zaczęłam cieszyć się dopiero kiedy poczułam pierwsze ruchy dziecka, wtedy pokochałam je bezgranicznie:) Jak córeczka się urodziła to mieliśmy z mężem ogromną pomoc Teściowej. Pomagała nam ze wszystkim, zawsze była obok, zawsze pomocna. W dzień i w nocy. Potrafiła godzinami nosić małą kiedy my już padaliśmy (córcia miała kolki non stop przez ponad 3 m-ce i do tego refluks). Miała takie cudowne wyczucie że jak potrzebowałam pomocy to zawsze była obok a jak chciałam pobyć z mężem i dzidziusiem sama to nagle okazywało się że ma coś swojego do zrobienia i zostawaliśmy sami:)Jak urodził się synek było identycznie:) Z kolei jak urodziła się druga córeczka to sytuacja się odwróciła - Teściowa walczyła z rakiem (i niestety tę walką przegrała) a my z całych sił jej w tym pomagaliśmy. Opiekowałam się maleńką córeczką i Teściową tak jakby była moją rodzoną Mamą. Było ciężko ale czułam że mam mnóstwo siły i energii!! W końcu Ona miała jej całe pokłady kiedy rodziły się nasze starsze dzieci:)) Zresztą córcia chyba czuła że musi się "podzielić" mamą. Ładnie spała, jadła, mało płakała, no i starsze dzieci nam pomagały:)
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
8 marca 2011 agneszakrzewska napisała:super ,ze miałas pomoc ,taka pomoc to skarb,ja byłam ze wszystkim sama i mama mi umierała..widze,ze miałaś cudowna teściową super,ze zdąrzyła ci pomóc:-)
MI TEŻ WZIEŁO SIE NA WSPOMNIENIA OSTATNIO ,MÓJ SYNEK W MAJU 4 LATKA SKAŃCZY...MOJE MACIERZYŃSTWO ZACZEŁO SIE 17.05.2007 O GODZ.15-50 PO 16 GODZINACH MĘKI URODZIŁAM W KONCU PIĘKNEGO SYNKA 4110KG 60 CM,CZARNE DŁUGIE WŁOSKI...CIESZYŁAM SIE I PŁAKAŁAM Z SZCZEŚCIA...PORÓD BYŁ MASAKRA..GOJIŁAM SIE 2 MIESIAC PO PORODZIE ,ALE WARTO BYŁO...PIERWSZY ROK ŻYCIA BYŁ STRASZNY...PO PO RODZIE MAŁY DOSTAWAŁ ANTYBIOTYKI ZAŁAPAŁ INFEKCJE JAKĄŚ,POTEM ROTAWIRUSEM ZARAZILI NAS NA BADNAIACH...POTEM CHOROWAŁ-PRZEZIEBIENIA,NAGLE DOSTAŁ REFLUKS ŻOŁĄDKOWO-PRZEŁYKOWY WIECZNIE WYMIOTOWAŁ PRAWIE DO 2 LAT..PO KAŻDYM POSIŁKU POTRAFIŁ PO 2-3 GODZINACH ZWYMIOTOWAĆ,DODATKOWO POTEM STAŁ SIE NIEJADKIEM...OJ 1,5 ROKU ŻYCIA SYNKA BYŁY STRASZNE,ALE PRZETRWAŁAM UDAŁO SIE.TERAZ SPODZIEWAM SIE DRUGIEJ POCIECHY MAM NADZIEJE ,ZE BEDZIE ŁATWIEJ PO PRZY PIERWSZYM DZIECKU I PORODZIE DOSTAŁAM CZADU
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Moje macierzyństwo zaczęło się 5 marca 2009 o 12:20 :) i też myślałam o tym ostatnio...A przy okazji najlepszego dla córeczki :-)
Patrząc na to z perspektywy 2 lat stwierdzam, że bywały ciężkie ALE CUDOWNE :)
Od pierwszego dnia wczułam się w rolę i nie miałam z tym problemów. Wszystko robiłam sama przy córci. Bywały chwile, że popłakiwałam w kącie (bezsilność podczas kolek czy długo długo nieprzespanych nocy) jednak przeważyły te chwile radości, dumy i wielkiej siły.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
witam ja po porodzie czulam sie dobrze i zajmowalam sie synem prawie caly czas na poczatku byly chwile zwatpienia czy sobie ze wszystkim dam rade czy beda dobra Matka od pierwszych dni jego zycia
dzis wiem ze najwazniejsze jest to ze przy nim trwam i nie wazne czy wszystko zrobie perfekcyjnie wazne ze malenstwo czuje ze bardzo go kocham
a gdy nadchodza chwile zwatpienia walcze z tym i wiecie co daje rade
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
U mnie z początku wszystkim zajmowali się rodzice - była strasznie obolała po porodzie, nie miałam siły nawet wsta i przenieśc małą z łózeczka na karmienie - wołałam o 2 w nocy mamę,. ona wstawała przynosiła mi ją i szła spacc.. do dziś mam pomoc ogromną od mojej rodziny - wiem, ze bez nich nie poradziłabym sobie. OD spoczątku jestem sama z Amą, ojciec jej praktycznie nigdy się nie interesował, pomijając początki - przychodził ale od obiazków uciekał ;]
Najcszczęśliwsze były dni kiedy pierwszy raz się uśmiechnęła, potem pierwszy raz powiedziałą mama, potem pierwszy kroczek. A Teraz? Kiedy przychodzę z pracy, ona biegnie do mnie wołajkąc "mama" wdrapuje się na szyję i się rpzytula - przytulona w bezruchu kilka sekund a ja mamłzy w oczach..
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Mój synek ma prawie 2,5 roku.Właśnie jestem z nim w szpitalu - przedwczoraj miał operację - podejrzenie skrętu jąderka. Na szczęście był to tylko wielki obrzęk spowodowany.... uderzeniem w nocniczek. Ciężko się siedzi biorąc pod uwagę mój 7 miesiąc ciąży - wszyscy pytają czy lada moment rodzę (taki mam brzusio ;) ).
Jeśli chodzi o początki... teraz jak to wspominam, to aż nie wierzę, że dałam radę :) gdybym rozpamiętywała, pewnie nie zdecydowałabym się na drugie dzieciątko...
Synek urodził się bez większych problemów - po 12 h miałam w rękach swoje upragnione 4160 gram pięknego synka. Powrót do domu, nieprzespane noce, obolałe krocze i zresztą cała jakaś taka zmęczona. Po trzech tygodniach zaczęło się piekło: kolki trwające po kilkanaście godzin w ciągu dnia, do tego bezdechy synka, pomocy znikąd (mąż do pracy, a w pobliżu żadnej rodziny, czy znajomych). Na powrót męża z pracy czekałam jak na zbawienie - wteyd mogłam coś zjeść, usiąść (ze względu na bezdechy synka nie mogłam go nawet na moment odłożyć, a spał po 10-15 min tylko u mnie na rękach). Miałam totalną depresję, choć próbowałam się powstrzymywać i wiedziałam że nie powinnam, to ryczałam jak bóbr i błagałam, żeby już nie płakał, żeby był zdrowy. Do tego doszły przeziębienia (synka i moje), u synka podejrzenia zapalenia ucha, i wiele innych. Tony leków, a ja sama w ciągu dnia i.... zorganizować to wszyetko - podać syropy, zakroplić nos, odciągać, zakroplić uszka..... totalna bezsilność....
Choroby towarzyszyły nam baaaardzo długo - co chwilę jakieś zapalenia, bakterie w moczu... Do tego sklejka na siusiaku, naciąganie...
W końcu po roczku - moja decyzja: umawiam chirurga i likwidujemy sklejkę, podaję preparaty na wzmocnienie odporności. I wreszcie lepiej - bakterii brak już od bardzo dawna, syropy wmacniające odporność (odpukać!) działają. No, ale że zbyt pięknie być nie może... siedzimy teraz w szpitalu.
Wstępna diagnoza zszokowała mnie, popłakałam się, ale... kiedy zobaczyłam jak synek się przejmuje, jak pyta czy coś mnie boli, przytula mnie, żebym nie płakała.... powrót do sił. Mąż akurat był na wyjeździe - wracał do nas ponad 200km i płakał. Zapytał tylko dlaczego, jak ja to robię, że jestem taka spokojna.
A ja wiem, że.... dziecko uczy bycia silnym, twardym. Choć łzy cisną się do oczu, to nie można pokazać przy nim swojej obawy, zdenerwowania. Dzieci to czują i są niespokojne. A mój synek jakoś to przetrwał. Teraz śpi, ale ogólnie to roznosi swoją energią cały oddział. Mąż spędza przy nim noce, ja siedzę w ciągu dnia. Jest ciężko, ale.... czegóż się nie robi dla swego skarbu ??? Ile ukrytych sił człowiek potrafi w sobie znaleźć... to niesamowite :) silne z nas bestie - z nas, rodziców :D
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
7 marca 2011 kamileczkaa napisała:Ile przeszłaś kobietko jesteś naprawdę silna ale Ile ukrytych sił człowiek potrafi w sobie znaleźć..nawet o tym nie wiedząc.. to jest prawda..
My bardzo czekalismy na moja corcie.to nasze pierwsze dziecko.w szpitalu bylo troche ciezko.bo nie wiedzialam jak karmic.a pielegniarki byly rozne.nieraz wporzadku a niekore nie.mala spadla mi z wagi i nie moglismy wysc do domu.tego dnia byla fajna pielegniarkai kazala budzic dziecko co 2 godziny i karmic to wtedy wyjdziemy.i rzeczywiscie tak bylo.bylam wtedy szczesliwa.wreszcie w domu.w domu mialam pomoc tesciowej.chociaz wszystko robilam sama.mialam doswiadczenie bo mieszkalam z siostra ktora miala dziecko i bylam z nimi od urodzenia wiec sie uczylam.i przydalo sie.po jakims tygodniu przyszedl list ze musze powtorzyc badania zeby wykluczyc czy moja corka jest chora.wtedy sie zaczelo.plakalam jak nie wiem.ze moze tak byc.po wyslaniu badan mialam czekac 2 tygodnie na odpowiedz.te czekanie bylo najgorsze.caly czas chodzilam i tylko o tym myslalam i pokryjomu plakalam zeby nikt nie widzial.wreszcie przyszedl list taki normalny.okazalo sie ze jest wszystko wporzadku moja corka jest zdrowa.ale za pare dni przyszedl list polecony z akademi z gdanska.bylam przerazona jak go trzymalam w rekach.a w nim bylo napisane ze robilli dodatkowe badania na geny i ze wykluczyli jakiekolwiek choroby.wtedy to normalnie plakalam ze szczescia.dalej moje macierzynstwo bylo ok.karmienie ,przebieranie, kapanie bez rzadnych problemow.i jest tak do teraz.jestem szczesliwa mama.a moja corcia ma 7 miesiecy i 2 tygodnie.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Barbórka 2003...mam 18 lat i okazało się, że jestem w ciąży.
Byłam w szoku.
Synka zobaczyłam na usg pierwszy raz w Wigilię Bożego Narodzenia i odpłynęłam...pokochałam to dziecko mimo, że było fasolką.
Bardzo się cieszyłam, chociaż wiedziałam, że po maturze nie pójdę na upragnione prawo.
wszystko było ok. Wyniki książkowe...aż do momentu kiedy postanowiłam tapetować mieszkanie, które miało prawie 4 metry. Patologia ciąży i te okropne opowieści. Wyłam całe noce błagając moje dziecko żeby zawsze już było w brzuchu.
Pragnęłam cesarki.
Synuś urodził się miesiąc za wcześnie, bo lekarze uznali że ja jestem miesiąc wyżej w ciąży(sic!). Diagnoza na dzień dobry...syn nie słyszy, brak odruchu ssania...
Powrót do domu i kolejne rozczarowanie, bo szanowny Pan Tatuś był ciągle nieobecny.Przewinął syna pierwszy raz gdy Oskar miał 8 miesięcy.
Walczyłam o synka każdego dnia. Otrząsnęłam się i powiedziałam, że udowodnię sobie i wszystkim dookoła że będzie dobrze.
Po rocznej rehabilitacji, pracy z logopedą, dziesiątkach godzin w poczekalniach na korytarzach szpitali i przychodni mój syn był zdrowy.
Słyszał, mówił i chodził.Byłam dumna z niego i z siebie.
Potem podjęłam kolejną życiową decyzję i rozstałam się z moim mężem.
Teraz cieszę się macierzyństwem. Mam zdrową,śliczną córeczkę. Poczętą w Wielkanoc:), która właśnie smacznie śpi w mojej sypialni.
Mam więc nowy udany związek partnerski i dwójkę najwspanialszych dzieci a to że czasem wydaje mi się że nie mam siły to tylko przejściowe.
Bo rano najczęściej słyszę to upragnione "Mamo Kocham Cię".
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Z mezem długo staralismy sie o malenstwo bo całe cztery lata.
gdy juz bylismy pewni ze nie zostaniemy rodzicami i nigdy nie usłyszymy słowa MAMO,TATO 1 kwietnia 2010 pojawiły sie dwie kreseczki:-)pierwsza wizyta na usg była 5 maja w nasza rocznice slubu i tam usłyszałam najpiekniejsza wiadomosc ze to blizniaki:-).Ciaza przebiegła bez komplikacji czułam sie rewelacyjnie ale gdzies w srodku czułam srach jak ja sobie poradze sama.przez pierwsze dwa tygodnire był maz wiec mi pomagał we wszystkim.Ale nadszedł dzien kiedy zostałam sama jak palec ale dałam rady, wiele nie przespanych nocy i w dzien wieczna praca gdyz moje córy nigdy nie potrafiły razem zasypac,gdy jedna szła spac druga sie budziła.Dzis wiem ze jest to mozliwe.Moje córunie maja juz 4 miesiace i sa kochane, i dopiero zaczynaja powoli pokazywac kto tu rzadzi!!!
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Z mezem długo staralismy sie o malenstwo bo całe cztery lata.
gdy juz bylismy pewni ze nie zostaniemy rodzicami i nigdy nie usłyszymy słowa MAMO,TATO 1 kwietnia 2010 pojawiły sie dwie kreseczki:-)pierwsza wizyta na usg była 5 maja w nasza rocznice slubu i tam usłyszałam najpiekniejsza wiadomosc ze to blizniaki:-).Ciaza przebiegła bez komplikacji czułam sie rewelacyjnie ale gdzies w srodku czułam srach jak ja sobie poradze sama.przez pierwsze dwa tygodnire był maz wiec mi pomagał we wszystkim.Ale nadszedł dzien kiedy zostałam sama jak palec ale dałam rady, wiele nie przespanych nocy i w dzien wieczna praca gdyz moje córy nigdy nie potrafiły razem zasypac,gdy jedna szła spac druga sie budziła.Dzis wiem ze jest to mozliwe.Moje córunie maja juz 4 miesiace i sa kochane, i dopiero zaczynaja powoli pokazywac kto tu rzadzi!!!
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Dla mnie początki były ciężkie zostałam mamą mając zaledwie 18 lat i nie miałam żadnego doświadczenia z dziećmi na dodatek z rodzeństwa jestem najmłodsza strasznie się bałam że sobie nie dam rady.Miałam cesarkę i synek dostał żółtaczki fizjologicznej byłam przez tydzień w szpitalu obolała i załamana że musiałam tyle w szpitalu leżeć i jeszcze nie które położne były dla mnie straszne nie miłe i to chyba dlatego że właśnie byłam młoda miałam problem z pokarmem i musiałam małego karmić odpoczątku mlekiem modyfikowanym tak jest do dziś obwiniałam się o to że to moja wina że mam problem z pokarmem.Synek miał strasznie kolki aż do 6 miesięcy nie wiedziałam jak sobie z tym napoczątku poradzić byłam strasznie załamana bo chciał dziecku pomóc a nic mu nie pomagało rodzina moja mi doradziła i robiłam tak jak oni mi radzili.Teściowa mi pomagała przez 3 miesiące gdy mieszkałam z nimi, ale były mi nie miłe konflikty o moje dziecko i się przeprowadziłam do mamy.Mały często również mi chorował tak było do roku czasu , teraz jest bardziej odporny.
Mama mi dużo pomagała , ale nie dawaliśmy rady finansowo jak synek miał 9 miesięcy wyjechaliśmy z małym i partnerem zagranice se dorobić i jesteśmy tak do teraz finansowo faktycznie się poprawiło,ale idealnie nie jest.
Małym się ja sama zajmuję na 24 na dobę ale u mamy mieszkając się wprawiłam i daję radę :)
Mały da czasem popalić i jestem wykończona.
Martwiłam się nauką chodzenia mojego synka bo nauczył się dopiero chodzić mając ponad 17 miesięcy,ale wkońcu się udało i jestem najszczęśliwszą mamą.Jednak dzieci dużo emocji wywołują czasami tych złych jak na broją ale i wiele tych dobrych. pozdrawiam.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
U mnie najgorsze chwile byly w szpitalu. Maly urodzil sie 24 - go marca (4140 i 59 cm). przeniesli nas na oddzial noworodków i Pamietam jednego maluszka ktory plakal non stop w nieboglosy. Mowilam do meza " jejjjj jak to dziecko placze- dobrze ze nasz maly jest grzeczny " zaczelo sie 25 go :) jak zaczal plakac tak konca nie bylo. dzien i noc. nie spalam w ogole. modlilam sie zeby jak najszybciej wyjsc do domu. Mialam malo pokarmu wiec Dawid byl glodny, w szpitalu gdzie rodzialam nie dokarmiali dzieci ( pediatra zabronil - tylko mleko matki -- bezsens)
Gdy juz bylismy w domu a u mnie mleka co kot naplakal- kupilam mleczko modyfikowane i karmilam go na zmiane raz jednym raz drugim. Od tamtej pory bylo z górki.
Synek tylko spal i jadl. nie mial kolki, w nocy budzil sie tylko 2 razy na jedzenie a po 6 tyg przesypial juz cale nocki.
Problem mielismy z zaparciami jak calkowicie zanikl mi pokarm i przeszlam tylko na karmienie sztuczne. Ale krople na brzuszek i herbatki pomogly ;) Dawid nie chorowal ( az do swiat BN).nie ma alergii , uczulen itp na dzien dzisiejszy ma 11 zebow i musze przyznac ze zabkowanie przechodzi bardzo ale to bardzo dobrze...
za kilka dni skonczy roczek - zaczynaja sie bunty, wymuszania, placze , histerie itd ... ale jakos sobie poradzimy ;)
Nie mogę narzekać bo pierwszy rok zycia mojego malucha nie byl dla mnie meczacy.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Ja na swoje pierwsze dziecko czekałam dlugo.Koleżanki obok jedne w ciąży,a drugie z maluchami,a ja co miesiąc rozczarowanie i łzy.Badania,leki,zabiegi i nic.Diagnoza bezpłodność.To dopiero był szok.Kiedy doszliśmy do wniosku,że nie ma co dłużej cierpieć tylko tego swego upragnionego maleństwa poszukac gdzie indziej okazało się,że jestem w ciąży.Nawet o tym nie śniłam,a tu dar od Boga. Odliczalam dni kiedy je zobaczę,przytulę,nakarmię,a czasu mialam dużo,bo cała ciąża przeleżana na patologii.Nawet trudy porodu znosiłam dzielnie i w jakiejś euforii,że za chwilę będę mamą.Urodziłam zdrową i śliczną corkę,która nie dawała odczuć trudów macierzyństwa.Po dziesięciu latach kolejna ciąża i też patologia i nerwy.Mam kolejną córkę tylko ta dała popalić trzy miesiące jakiejś totalnej masakry zanim okazało się,że ma alergię na cukry.Po roku kolejna ciąża i narodziny syna.Tym razem czulam się świetnie i nie mogłam usiedzieć w miejscu.Mały dokladnie taki jest,wszędzie go pełno.Także ostatnia dwójka pokazała co znaczy macieżyństwo 24 godz.na dobę w pełnym tego słowa znaczeniu.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Pod koniec pierwszej ciąży pojawiły się komplikacje..u córki wypadało tętno...jako młoda matka bardzo to przeżyłam...poród odbył się bez komplikacji ale za to pojawiła się żółtaczka-bilirubiny 19.30 szok...tętno się uregulowało w ciągu paru dni ale żółtaczka się utrzymywała...na szczęście i ja tez zbito:)
Przy córce miałam pomoc rodziców,mała przesypiała ładnie noce,nie chorowała...później poszła do przedszkola i zaczęły się choroby,trwały do zerówki...W czerwcu moja starsza córka skończy 10 lat i jak się tak jej przyglądam nie mogę uwierzyć że już jest taka duża:)
Z młodszą córka to miałam już przeboje od urodzenia,nie przespane noce,ciągłe marudzenie,w dzień tez mi spała mało...na szczęście nie chorowała,jedyne co przechodziła to zatkane kanaliki łzowe i zabieg na nie...wszystko sie unormowało w 18 mies.Dziś właśnie kończy 2.5 roku,jest dzieckiem żywiołowym...przeciwieństwem swojej siostry:D
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Początki wspominam dobrze. Od początku miałam pomoc mojej mamy i oczywiście jej wsparcie bo bardzo mi pomogła. Sama byłam z siebie dumna ,że tak sobie radzę (bo niektóre dziewczyny które znam same bały się przebierać dziecko itd)a mi przyszło wszysto samo instynktownie Jedyna rzecz ,którą zle wspominam to mój mąż który czasem powiedział coś głupiego na temat mojego wychowania dziecka Poszłam za radą dziewczyn i zostawiłam mu dziecko na popołudnie a poszłam do sąsiadki - przekonał się co to znaczy wychowywać być z dzieckiem przebierać bawić i wogóle ...
Ale początki ogólnie wspominam często jak taka mała istotka sobie leżała a teraz (ma 7 mies. ) pełne energi ciekawe świata..
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
To byla bardzo wyczekiwana przez nas ciaza... Wszystko przebieglo bez komplikacji i problemow.
Mamy to szczescie, ze nie wiemy co to sa nieprzespane noce poniewaz Lilianna spala od malego czasami nawet nie budzila sie na jedzenie i musialam sobie nastawiac budzik :) jednak po 4 miesiacu przesypiala juz od 20 do 7 rano bez mleka w nocy i nie moczyla pieluszki, takl wiem - szczesciara :) za to bardzo meczyly nas kolki od 2 do konca 3 msca :( ale i z tym, dalismy sobie rade. Wszystko mija i zapomina sie o tym, a jezeli nawet to zawsze wynagradza nam to swoim usmiechem i miiloscia... Moje najwieksze szczescie wczoraj skonczylo wlasnie 7 mscy :)
Pozdrawiamy!
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Najważniejsze żeby wierzyć i się nie poddawać!! +